Początki mojej historii jako Lady ACME (L.A.) opisywałam w Myśli pn. Wróćmy do początków. Nie był to jednak początek mojej osobistej dominującej, femdomowej osobowości. Ona zaczęła się wcześniej. Nieuświadomiona, ale istniała. Dotyczyła potrzeby pełnej i absolutnej kontroli nad partnerem. I ogromnej potrzeby kontroli także i w innych obszarach życia.
Wychowanie na „grzeczną dziewczynkę”, czyli początek bdsm w dzieciństwie
Znacie ten motyw, że wszystko ma swój początek w dzieciństwie? U mnie dokładnie tak było.
Byłam jedną z „tych” dziewczynek.
Wychowywanych na grzeczne i poukładane katoliczki, które prowadzą „właściwe” życie (w konwencji: właściwy zawód, rodzina, dzieci, sposób zachowania, gra pozorów itp.). Do perfekcji opanowałam maskę najlepszej uczennicy. Grzecznej. Zawsze przygotowanej i pomocnej. Maskę.
Niekiedy jednak maska pękała. Szczególnie w relacji z osobami wśród których czułam się bezpiecznie (czy to rówieśników czy nauczycieli). Niekiedy rysa pojawiała się w przypadkowym momencie. Objawiała się w zbyt wyzywającym stroju, zbyt mocnym makijażu, zbyt szybkim wejściem w „poważny” nastoletni związek, zbyt odważną rozmową na tematy intymno-seksualne. Szybko więc się wycofywałam za wygodną maskę grzecznego i poukładanego dziecka. I tak już później było, że ta prawdziwsza wersja mnie ujawniała się tylko wśród ludzi, którym naprawdę ufałam. I nierzadko nawet wtedy tego żałowałam.
Mało kto potrafił (i potrafi) „udźwignąć” prawdziwą mnie (bez maski).
Taka już zostałam. Introwertyczka, która swoje prawdziwe Ja otwiera jako ostatnie (niczym znicz z Harrego Pottera, który „Otwierał się na sam koniec”). Za to wśród najbliższych, którym ufam, będąca prawie że ekstrawertyczką. Rozluźniająca się nie po alkoholu, a pod wpływem towarzystwa znajomych, dobrej atmosfery, zaufania, energii miejsca. Tyle że rzadko kiedy przez nich zrozumiana. W piosence „Sen Katarzyny II” pada zdanie: „Ze wstydem potem ten i ów rzekł o mnie: niewyżyta, niemra”. To dokładnie to uczucie, choć zamiast słów padło zgorszone spojrzenie czy zmiana tematu. Więc niestety i tam moja prawdziwa wersja nie zyskiwała zrozumienia ani akceptacji, więc znikała. Najbliżsi też wolą, kiedy mam na sobie choć lekką maskę.
Dziecięca fascynacja uległością i niewolnictwem
Wracając jednak do dzieciństwa. Jak ta 8-9-letnia dziewczynka mogła wytłumaczyć rówieśnikom, że zabawy w których jedna osoba prowadzi drugą na smyczy albo jest niewolnikiem (jak w starożytności, służąc innej osobie) są najlepszą zabawą? Wydają się tak właściwe, normalne i naturalne. Gdzie ukryć naturalną potrzebę kontrolowania / dominacji, z równoległą fascynacją tym, że ktoś ulega? Jak ukryć potrzebę bycia adorowaną, wielbioną, ubóstwianą i zachwyt nad osobami ulegającymi dobrowolnie lub pod przymusem?
Pamietam sceny ze szkolnych korytarzy, kiedy próbowałam namówić rówieśników na odwzorowanie scenek, w których mamy faraonów i niewolników. Nie przyjęło się. Pragnienia, myśli i wizje w tym zakresie zachowywałam więc dla siebie. Tworzyłam w głowie własne sceny i historie. Wizja adorowanej królowej egipskiej przez półnagich niewolników. Służba, oddanie, wykorzystywanie ludzi jak rzeczy, meble, itp. Z wiekiem sięgałam częściej po książki z motywem niewolnictwa. Już wtedy wiedziałam, że pewna część mnie potrzebuje takich historii by normalnie funkcjonować. Nie wiem czy była to moja drapieżna subosobowość czy alter-ego L.A. (Lady ACME). Nie ma to jednak znaczenia. Nasze fantazje pozwalały nam przetrwać i wzmacniać pierwotne instynkty i potrzeby.
Seksualizacja fantazji w okresie dojrzewania
W okresie dojrzewania fantazje wzmacniały się podtekstem seksualnym. Czułam się zagubiona. Nie miałam z kim o tym porozmawiać. W końcu, jak wytłumaczyć komuś, że pobudzające są fantazje zarówno zadawania bólu/chłosty/przymusu jak i jej doświadczania? Teraz identyfikuje się po prostu jako sadomasochistyczna Dominująca. Wtedy tego nie wiedziałam.
Nie znałam też wtedy wizji kobiecej dominacji. Wszystkie opowiadania erotyczne, na jakie natrafiałam, opisywały maledom. Wypracowałam więc sobie dziwny (ale działający!) sposób kreowania fantazji. Uległą masochistką była kobieta, a dominującym mężczyzna/mężczyźni. Ja za to zawsze byłam ponad to. Niczym narrator-twórca, który kreuje historię i decyduje o detalach. Upajałam się więc aktem sadyzmu mężczyzn, masochizmu kobiety i kontrolą narratora. Dosyć toporna konstrukcja. Grunt, że działała. Natrafiałam wtedy na opowiadania w nurcie forced (i to bez zgody) – porwania, brutalność, przemoc; protokół, dyscyplina, trening, wiązanie, itp. Działały jak afrodyzjak. To było takie szukanie bezpiecznej bdsmowej przestrzeni na oślep. Nie rozumiejąc dlaczego potrzebuje kontroli, a ból mogę zarówno zadawać i odczuwać. Szukałam Latami. Aż znalazłam. Zajęło mi to ponad 30 lat. W końcu przestałam odczuwać, że coś w tych historiach jest nie tak. W końcu odnalazłam kobiecą siłę w femdomie.
Kompensowałam to sobie fantazjami nieseksualnymi, w których „rządziłam” mężczyznami. Byłam przez nich uwielbiana, szanowana. Byli mi bezwarunkowo posłuszni. Tak. Niejedną fabułę nienapisanej powieści odegrałam w głowie w wolnej chwili. Moja potrzeba kontroli potrzebowała ujścia. Jeżeli w prawdziwym życiu miałam na to mniej przestrzeni, to tworzyłam własne wizje, żeby przetrwać. Tak jest do dzisiaj, choć od poznania femdom wtedy częściej wybieram wspólną sesję bdsm 🙂
Oto i moja historia.
Czy Twoja historia też ma początek w dzieciństwie?
Lady A.
Grafika pochodzi z serwisu pixabay.com.
